PRAWDA I WOLNOMULARSTWO

the-truth-shall-set-you-free 1.

Jesteśmy zakonem adogmatycznym, służącym braterstwu ludzi fundamentalnie wolnych.

Jednocześnie poszukujemy wiedzy pierwotnej, najgłębszej i w pełnym tego słowa znaczeniu prawdziwej, która żywić ma naszą moralność, oczyszczać nasz umysł i inspirować postęp.

Dążenia te wyrażają nasze podstawowe symbole i nierozerwalnie związana z wolnomularstwem metaforyka światła.

2.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że w serce naszego zakonu wpisana jest sprzeczność. Prawda jest bowiem przeciwieństwem fałszu, wiedza prawdziwa sprzeciwia się niepewności opinii, kłamstwu czy obłudzie.

Nie ma tu mowy o wolności – obowiązkiem jest uznawanie prawdy i jej głoszenie. Bycie jej misjonarzem. Można by rzec – odwołując się do prac Karla Poppera – że budowanie wspólnoty i społeczeństwa na pojęciu prawdy, osiągalnej siłą rzeczy dla najbardziej wytrwałych i wyjątkowo nielicznych, nosi w sobie cechy totalitarnego zamknięcia.

3.

Można też, jak sądzę, zakwestionować sensowność samego ruchu wolnomularskiego mówiąc, że w gruncie rzeczy nie wiadomo, czym prawda jest. Filozofia, metodologia nauk, logika opracowały wiele koncepcji prawdy, z których każda miała rozwiązywać określone problemy teoretyczne, ale przy okazji rodziła nowe.

Przykładowo, możemy mówić o korespondencyjnej teorii prawdy, którą doskonale wyraża cytat z Nowych Aten Benedykta Chmielowskiego: koń jaki jest, każdy widzi. Zakłada się tutaj, że język niczym obraz odmalowuje rzeczywistość, tyle tylko, że nie udaje się ustalić kryteriów wiarygodności tego obrazu.

Można mówić o pragmatycznej teorii prawdy, na gruncie której za prawdziwe uznajemy to, co użyteczne. Sformułowanie takie jest niepokojące, użyteczne może być bowiem to, co niemoralne. Pewnie dlatego William James uznał, że ustalając użyteczność danego poglądu czy praktyki społecznej należy wziąć pod uwagę wszystkie konsekwencje, jakie uznanie czegoś za prawdziwe przyniesie otoczeniu. Tyle tylko, że jest to robota niewykonalna.

Można mówić o koherencyjnej teorii prawdy, według której prawdziwe są niesprzeczne układy zdań. Ale wtedy nie odróżnimy porządnie opowiedzianej bajki od tego, co aspiruje do opisu świata.

I tak dalej, i tym podobne.

4.

Sądzę, że wolnomularstwo pozwala patrzeć na prawdę z trochę innej perspektywy. Pozwala mówić o tym, że prawda jest w życiu człowieka wartością niezbywalną, jakimś podstawowym rysem naszej egzystencji. Ma więc charakter osobowy, łączy się z człowiekiem, sposobem w jaki żyje i działa. Nie musi być tedy czymś niezmiennym, ustalonym raz na zawsze. A na pewno nie może zostać zredukowana do poglądu, opinii, tezy czy jakiegokolwiek innego wytworu naszych głów i naszych rąk.

5.

Siłą wolnomularstwa jest dla mnie jego paradoksalność. Masoneria od swoich początków jest bowiem ruchem zarazem zapatrzonym w przeszłość (często mityczną) i na wskroś nowoczesną, wychyloną w przyszłość. Narodziła się w okresie gwałtownych zmian kulturowych, widocznych choćby w filozofii i w nauce. W kraju, który należał do naukowej awangardy, skupionej między innymi wokół Królewskiego Towarzystwa Naukowego.

Związki pierwszych wolnomularzy z naukowcami są ewidentne, a środowisko Królewskiego Towarzystwa Naukowego i środowiska lóż przenikały się, o czym pisze brat Tadeusz Cegielski w komentarzach do Konstytucji Andersona. Można rzec, że razem tworzyły one środowisko dżentelmenów, dzięki któremu definitywnie zmienił się europejski obraz nauk(i) i prawdy.

6.

Nowoczesność przyniosła Europie narodziny i tryumf nauk empirycznych. Stało się to możliwe dlatego że zanegowano scholastyczny sposób uprawiania nauki, w której świat postrzegano głównie poprzez święte teksty i niechętnie eksperymentowano. Nauki empiryczne, jakie znamy, byłyby niemożliwe bez eksperymentu. Niemożliwa byłaby także prawda, której uzasadnienie jest właśnie empiryczne.

Nie zdajemy sobie sprawy, że początki nauk empirycznych związane są z takimi wartościami jak prawdomówność oraz zaufanie do drugiego człowieka. Po odrzuceniu autorytetów, po wskazaniu pustki wnioskowań sylogistycznych, przy nieprecyzyjnej aparaturze badawczej i zaskakujących efektach pomiarów, tylko wymóg prawdomówności, wiara w uczciwość badaczy, pokładane w nich zaufanie mogły uzasadniać normatywny charakter nauk empirycznych.

Warto pamiętać, że takie wartości, jak uczciwość, zaufanie, wiarygodność czy prawdomówność należały do kanonu wszelkich kodeksów dżentelmeńskich. Fakt, iż kodeksy dżentelmeńskie pozwalały skutecznie regulować różnorodne obszary życia społecznego spowodował, że wykorzystano go także na polu nauki. Pozwoliło to, przy okazji, na egalitaryzację życia naukowego: sztywne hierarchie, instytucjonalnie wyróżniona pozycja niektórych osób w wykładania „prawd” o świecie, zastąpione zostały naukową współpracą między dżentelmenami przestrzegającymi etosu swojej grupy.

W ten sposób – pisze Barbara Tuchańska – powstała nowa sytuacja poznawcza, w której dobre urodzenie i wychowanie stały się podstawą wiarygodności, a prawdziwość w sensie scholastycznym zastąpiona została przez prawdziwość eksperymentalną, cechującą sprawozdania z badań eksperymentalnych. Prawdziwość ta zależy od świadectw empirycznych i faktów, co do których można mieć jedynie pewność moralną, niedorównującą pewności logicznej,ale mocniejszą niż prawdopodobność, która przysługuje czysto teoretycznym wyjaśnieniom”. Prawdziwość nauki empirycznej – dodaje – polega zatem nie tylko, a nawet nie przede wszystkim na gromadzonych danych empirycznych, ale na prawdomówności dżentelmena.

7.

Opracowano wtedy nawet listę kryteriów, które pozwalają uznać świadectwa naukowe za prawdziwe. Były to (podaję za Tuchańską):

  1. wiarygodność w świetle wiedzy oceniającego;

  2. spójność;

  3. bezpośredniość świadectwa;

  4. potwierdzalność świadectwa przez innych świadków;

  5. związki osoby składającej świadectwo z innymi osobami – o określonym pochodzeniu i wiarygodności;

  6. moralne kwalifikacje zdającego sprawozdanie, pozwalające mu zaufać;

  7. prawość i bezinteresowność, jako cechy powszechnie przypisywane składającemu świadectwo.

Widać wyraźnie, że uznanie określonych poglądów za prawdziwe opiera się na zaufaniu do osoby, która poglądy te wyraża czy przekazuje. „Wiedza o rzeczach – pisze Tuchańska – była więc ściśle połączona z wiedzą o ludziach, którzy posiadali wiedzę o owych rzeczach, zobaczyli je w środowisku naturalnym lub zbadali w laboratorium i mogą złożyć relację na ich temat”. Zaufanie do osoby jest przy tym czymś podstawowym, ale nie wyczerpuje procedury uznawania danego poglądu za prawdziwy.

8.

Przytoczone wyżej kryteria idealnie – w moim odczuciu – opisują pracę w loży i życie wolnomularskie. Bez moralnej pracy nad sobą, bezinteresowności, prawości, szacunku ze strony sióstr i braci (słyszę tu echa Andersona) – nie istnieje masoneria i nie da się żyć „po masońsku”. Wiąże się to także z umiejętnością debatowania, w tym spokojnego argumentowania, przez co poszerza się nasza świadomość i wydarza się prawda. Bo prawda poznawana przez symbole – tak samo, jak prawda empiryczna – nie jest apodyktycznym stwierdzeniem jak jest na pewno i na zawsze, ale etapem drogi, który pozwala pójść dalej.

9.

W wolnomularstwie prawda w nierozerwalny sposób wiąże się z rolą mistrza. Właśnie ten element wydaje mi się nawiązaniem do najpiękniejszych tradycji dawnych szkół filozoficznych.

Kim jest mistrz?

Nie jest tym, kto poucza, narzuca własne zdanie, uderzeniem pięścią w stół rozstrzyga spory.

To ktoś, kto pociąga przykładem swojego życia – życia szczerego czy odważnego prawdą. Życia, które Grecy mogliby opisać słowem parrhesia.

10.

Mistrz, tak jak każdy wolnomularz, pokazuje, że prawda nie jest (przede wszystkim) układem obiektywnych (a więc niezależnych od człowieka) zdań o świecie. Jest ona wartością angażującą życiowo, a więc wymagającą (przede wszystkim) nie tyle zgodności słów i świata zewnętrznego, ile zgodności słów i egzystencji tego, kto słowa te wypowiada

 

Prawda taka wyraża się w człowieku-jako-całości. Nie jest więc prawdą tylko intelektu czy ducha, oderwanych od cielesności. Nie jest też prawdą ciała oderwanego od tego, co duchowe. Prawda egzystencji objawia się w ciele rozumianym jako miejsce wydarzania się tego, co duchowe. Jest także prawdą skończonej, a więc śmiertelnej i ograniczonej, ludzkiej egzystencji. 

 

Prawda taka wyraża się w komplementarności słów i gestów, wartości i zachowań

W umiejętności rozumienia i nazywania tego, co się czyni. W otwartości na Innych, jak i na poszukiwanie najbardziej nawet ukrytych motywów własnych działań.

 

Rzekłem:

Br.’. Marcin Bogusławski

Literatura:

T. Cegielski, Księga Konstytucji 1723 roku i początki wolnomularstwa spekulatywnego w Anglii, Rytm, Warszawa 2011.

K. Popper, Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie, PWN, Warszawa 2006.

B. Tuchańska, Dlaczego prawda?, Poltext, Warszawa 2012.

 

Wpisz komentarz